piątek, 7 sierpnia 2015

Dzień szósty - nad Morzem Tyrreńskim

Tradycyjnie już dzień zaczynamy od śniadanka (skoro piątek to bez mięsa za to z wachlarzem serów).

pyszne bułeczki

i słodka niespodzianka
oczywiście trzeba po sobie posprzątać :)
a potem nie pozostaje nic innego jak wybrać się na wspomnianą wczoraj plażę.
Skoro jest tam ze 20 km to czekamy na autobus
a potem dłuższy kawałek drogi przejedziemy kolejką (takie metro, ale naziemne)

i wreszcie jesteśmy na naszym plażingu








Czasami  miałem wrażenie, że jestem w Auchan. Przewalały się tam tabuny straganiarzy, którzy proponowali: okulary, kapelusze, naszyjniki, dmuchańce do wody dla dzieci, bluzki, ćwiartkę zimnego kokosa, grillowane warzywa, jakieś torby etc.
Morze jakoś specjalnie mnie nie zachwyciło. Nasz Bałtyk i tak lepszy. Piasek ma jaśniutki, plaże darmowe, tylko mógłby mieć taką temperaturę jak to morze (prawie 30 stopni).
Ale skoro jest jakie jest to trzeba korzystać



po kilku godzinach zbieramy się
i relaksik w domu (foteli możecie nam pozazdrościć, my to będziemy robić od niedzieli ;) )

a potem wiadomo pyszne jedzonko (uprzedzam to nie jest karminadel)


i trening przed tradycyjnym wieczornym meczem (zwróćcie uwagę na profesjonalne piłkarskie obuwie)

w międzyczasie można sobie pstryknąć fotkę pod palmą (niekoniecznie jedno)


i po wygraniu kolejnego meczu można spokojnie udać się spać
a mamusia weryfikuje czy opalenizna się udała
Śpijcie dobrze!








czwartek, 6 sierpnia 2015

Dzień piąty - San Pietro

Z każdym dniem wstajemy wcześniej, więc dzisiaj nie będzie zdjęć ze śniadania, bo jak na Via del Casaletto było śniadanie my byliśmy już w miejscu gdzie spędziliśmy prawie cały dzień.
Ale od początku. Pobudka 5.50, choć można jeszcze parę minut dospać jak już się ubrało :)
Nawet już nam się spać nie chce

Choć jak jest wolne miejsce to jeszcze się położę ;)
7:00 i jesteśmy już na Placu św. Piotra. Nie warto to wcześniej wstać zamiast się tłoczyć? :)
Aż w końcu z małym poślizgiem docieramy na mszę po polsku w kaplicy św. Sebastiana, gdzie przeniesiono doczesne szczątki naszego św. Jana Pawła II
Po mszy kanapki na śniadanie przed bazyliką i zaczynamy zwiedzanie jej wnętrza począwszy od wizyty u figury "Gospodarza" tego miejsca
potem odwiedzamy świętego wespół z naszym papieżem, czyli św. Jana XXIII
żeby następnie zdobyć kopułę bazyliki, a powiem Wam, że lekko nie było. Wszystko zaczęło się od pertraktacji czy zdobyć ją w całości na nogach czy podjechać kawałek windą (plus 2 ojro do ceny biletu). Zwyciężyła pierwsza opcja w zamian za dodatkowe 7 minut gry w piłkę do każdej połowy (następnym razem tata się zastanowi na co się decyduje przy prawie 40 stopniach na termometrze ;) )
Nasza wspinaczka wyglądała tak (jak chłopcy policzyli było 538 stopni do przejścia)
ale warto było, żeby z góry zobaczyć to co widzieliśmy z dołu z daleka lub z góry to co widzieliśmy na dole z bliska






oraz panoramę Rzymu


 aulę Pawła VI z lotu ptaka
ogrody z Radiem watykańskim i obecnym miejscem zamieszkania Benedykta XVI
a podczas schodzenia odpoczynek

i rzut oka gdzie to myśmy weszli

a jeszcze spacer po dachu bazyliki
i wracamy znowu do środka odwiedzać świętych i zwiedzać wnętrze





Skoro widzieliśmy środek i dach to również warto zobaczyć podziemia, ale zdjęć Wam nie pokażemy, bo dostosowaliśmy się do zakazu, który tam obowiązuje.

Opuszczamy bazylikę
 i idziemy w miasto, a że głodni jesteśmy zatrzymujemy się na przepyszną pizzę :)
niektórzy w międzyczasie zrobili zakupy i przyodziali się co nieco :)
aaa lodów jeszcze dzisiaj nie było, więc nadrabiamy zaległości w międzyczasie (pamiętajcie, że jesteśmy parę euro do przodu, bo nie korzystaliśmy z windy na kopułę ;) )

i żegnamy się z Watykanem
a, że dzień był wyczerpujący drzemka w autobusie w pełni zasłużona

na kolację była przepyszna lasagne, ale oszczędzimy Wam jej widoków, żeby Wam smaku nie robić :)

a potem relaks

i rummikub (mam nadzieję, że na pieniądze nie grają ;) )
a rano wstajemy "normalnie", bo jedziemy szukać morza i cały dzień "plażing" (oczywiście jak je znajdziemy) :)
Śpijcie dobrze!!!

PS. A we wspomnianym wcześniej meczu synowie pokonali ojca 23:21. I bądź tu dobry dla dzieci ;)